Żałobne kontrowersje
April 15, 2010
Dwie sprawy zaprzątają mnie od samego rana. Powiedziałem sobie, że dzisiaj nie spędzę dziesięciu godzin przed telewizorem, nie włączę komputera i zaszyję się w domu z książką. Nie wytrzymałem.
I teraz tego żałuję. Niemniej czuję potrzebę zabrania głosu w dwóch kwestiach, bo historyczny moment, o których lepiej ode mnie potrafią pisać inni, zagłuszają krakowskie waśnie i niefortunne, choć to i tak mało powiedziane, belgijskie wydarzenie.
Krakowskim targiem
Polska po raz kolejny udowodniła, że w obliczu tragedii potrafi się zjednoczyć. Po raz kolejny pokazała również, że podzielona jest wewnętrznie zwłaszcza, jeśli chodzi o miejsca pochówku.
Kraków nie pierwszy raz staje się kością niezgody Polaków. Wszyscy w dalszym ciągu pamiętamy boje, jakie toczono, gdy ogłoszono decyzję o zamiarze złożenie ciała Czesława Miłosza na Skałce. Znowu podniosły się głosy, wszczęto larum, Polska przełamała się na pół tak, że trzaskające kręgosłupy moralne słychać było jeszcze na długo po pogrzebie pisarza.
Tym razem Kraków posuwa się jeszcze dalej, skandując hasła: tu jest Polska. A dziennikarze pytają: A poza Krakowem już jej nie ma?
Od siebie mogę tylko dodać, że Polska zaczęła się w Wielkopolsce, ale nie będę dolewał oliwy do ognia. Nie to jest moim celem.
Żałoba narodowa najwidoczniej nie jest wystarczającym powodem, by uciszyć kłótliwą i skorą do zwady polską krew. Gdybyśmy potrafili, chociaż jeden jedyny raz w życiu, przemilczeć decyzję, nawet jeśli się z nią całkowicie nie zgadzamy, zrobilibyśmy prawdziwy a nie pozorny krok naprzód. Ten kraj ma dosyć sztucznych gestów i pozorów. Czas na zmianę polskiego myślenia.
Faux pas
Belgia, jak zwykli mawiać wszyscy moi przyjaciele, którzy mieli okazję tam mieszkać pozbawiona jest tematów tabu. Belgowie potrafią żartować z najpoważniejszych spraw i wyśmiewać największe wartości.
Tym razem, sam, jako Polak, poczułem się dotknięty i myślę, że w tym odczuciu nie jestem odosobniony.
Lokalny dziennik Gazet van Antwerpen opublikował rysunek przedstawiający biało-czerwoną flagę z przewróconym do góry nogami, wbitym jednym skrzydłem i głową w tło, czarnym orłem. Całość okraszono tytułem Orzeł wylądował.
Na odzew strony polskiej i Polaków nie trzeba było długo czekać i już dzisiaj dochodzą do nas informacje, że Belgowie przepraszają za nieświadomy incydent. Sam redaktor naczelny, Pascal Kerkhove, zapewnia wszem i wobec, iż publikacja nie miała na celu nikogo urazić, że rozumie stratę, jaką poniósł polski naród, i że nie obraza była jego intencją.
Pozostaje zatem zapytać, co w takim razie leżało w zamierzeniu redaktora naczelnego tejże gazety, skoro zdecydował się na opublikowanie tak „niesmacznego” rysunku, w którym, jeśli się dobrze nad tym zastanowić, sprofanowano jeden z polskich symboli?
Czy rzeczywiście osoba odpowiedzialna za to, co ukazuje się na łamach gazety, którą dowodzi, nie potrafi odróżniać tego, co właściwe od tego, co krzywdzące? Nie istnieje dla niej granica dobrego smaku i przyzwoitości, po której przekroczeniu nie pomogę nawet przeprosiny?
Osobiście wolałbym, aby najpierw zastanowiono się dwa razy nad tym, co się powie, napisze, zrobi. A smutne pozostaje to, że wrażliwość i empatia, jakikolwiek jej przejawy, u wykształconego człowieka, w tym przypadku zawiodły na całej linii. I tym razem nie pomogą belgijskie czekoladki na przepraszam…
